niedziela, 16 czerwca 2013

Sea to Sky

Jeziora, fiordy, zatoczki, wysepki, skaliste brzegi porośnięte lasem deszczowym, dzikie plaże... i znów brak mi słów by opisać to, co mam w głowie, gdy zamknę oczy.

 trochę Sunshine Coast i trochę okolic Squamish

A na wspomnienie ostatnich wycieczek czuję się jak w DOMU. I nie dlatego, żeby okolica specjalnie przypominała pejzaże małopolskie, bo i woda i las i skała jest, ale w zupełnie innym wydaniu. Natomiast brzęczą mi cały czas w głowie rozmowy towarzyszy podróży:
- O! Jakia trawa - zupełnie jak w Lasku Wolskim.
- Mmmmmm, ale pachnie, jak gorczańska łąka...
- Aaaaaaa, te kwiatki to zupełnie jak u mojej babci w ogródku.
- Ale bym pojechałbym do Ulini, tam też takie morze.


... i co lepsze na słowiańskich rubieżach nie poprzestali ;)

w knajpie pod Chiefem w Squamish

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz