start o 3:00 w nocy z parkingu zasypanego śniegiem
przedzieranie się przez las i zapadanie w wytopionym już mocno wiosennym (właściwie letnim) śniegu
przeprawa przez strumień, który wcale kładki nie miał
szukanie drogi na lodowcu we mgle
i dłuuuugie, dłuuuuugie godziny podejścia
w końcu przełęcz i na szczyt
...i jeszcze przedwierzchołek
i szczyt :-D
ale mnie tam nie było więc dokładnie nie wiem, zdjęcia lepiej opowiedzą:
foty Magdy i
foty Dominika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz