poniedziałek, 24 czerwca 2013

Baker padł


start o 3:00 w nocy z parkingu zasypanego śniegiem
przedzieranie się przez las i zapadanie w wytopionym już mocno wiosennym (właściwie letnim) śniegu
przeprawa przez strumień, który wcale kładki nie miał
szukanie drogi na lodowcu we mgle
i dłuuuugie, dłuuuuugie godziny podejścia
w końcu przełęcz i na szczyt
...i jeszcze przedwierzchołek
i szczyt :-D

ale mnie tam nie było więc dokładnie nie wiem, zdjęcia lepiej opowiedzą:
foty Magdy i foty Dominika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz