Pogląd, że człowiek to istota wyższa niż zwierzęta i dlatego ma prawo wykorzystywać je i uśmiercać do woli, to wśród dawnych plemion Ameryki Północnej pogląd nie do wyobrażenia. Przyroda nie istnieje po to, żeby człowiek mógł z nią zrobić co chce. Nic do niego nie należy. Człowiek jest częścią przyrody. To od niej zależy jego istnienie. Stąd ceremonie transformacji, przeistaczania się ludzi w zwierzęta i zwierząt w ludzi, stąd mity o kolosach z ogromnymi skrzydłami, cudownych ocaniach ludzi przez bogów pod postacią niedźwiedzia czy wiekie totemy z drzewa cedrowego przedstawiające orły, lub inne mityczne zwierzęta.
Bez względu na to czy przynależy się do klanu Orła, Kruka, Wilka czy Orki, to zespojenie ze światem przyrody miało wymiar zarówno praktyczny jak i duchowy. Na codzień głównie myśliwi, rybacy, zbieracze, równolegle funkcjonowali w równie ważnym świecie duchów. Cztery odrębne duchowiści: ziemi, nieba, morza i duchy pozaziemskie oddziaływują na siebie nawzajem tworząc spójny byt, do którego człowiek może mieć dostęp poprzez święte ceremonie, przywdziewając odpowiednie stroje, maski i wprawiając swoje ciało w transowy taniec.
Żyjąc na ziemi obfitej w surowce, dziką zwierzynę, ryby, drewno, stworzyli mitologię tak spójną z rzeczywistością, która ich otaczała, że czasem można się pomylić patrząc dziś na eksponaty, co było przedmiotem użytkowym, a co służyło szamanowi do uzdrawiania. A może to rozróżnienie tylko nam teraz wydaje się ważne? Może duchy przodków mieszkają w totemach, a założywszy maskę można przeżyć przeistoczenie?


Żyjąc w miejscu, gdzie przyroda rządzi, jest dzika, nieprzewidywalna i po prostu trudna dla małego człowieka, ludzie musili być pokorni... nam tego brakuje...
OdpowiedzUsuńmagiczne miejsca...
k.