niedziela, 3 lutego 2013
Wyprawa do latarni morskiej
Tatuś Muminka przeżywał kryzys twórczy. Wiadomo, jak długo nic się nie dzieje, to każdy muminek się nudzi i traci natchnienie. Pewnego ranka wykrzyknął przy śniadaniu - Już wiem wybierzemy się na wyspę i zostaniemy rodziną latarników!
Wszyscy, czyli Mama Muminka, Muminek, Panna Migotka i Włóczykij, wykrzyknęli z zachwytem - Hurrraaa!!! Tylko Mała Mi mruknęła pod nosem - I tak nic nie będzie z tej powieści marynistycznej jak Tatuś Muminka znów zapełni ją opisami przyrody bez najmniejszej nawet akcji.
Ale nikt jej już nie słuchał, bo wszyscy wybiegli się pakować.
W dzień płynęli z użyciem starych map, a w nocy nawigując za pomocą gwiazd. Nagle, tuż nad ranem wiatr ustał i całe morze przykryło się mgłą. Mi stojąca rufie zaczęła dziwnie podskakiwać.
- Co widzisz Mi? - zapytał Tatuś Muminka dzierżący stery.
- Widzę że nic nie widzę. Ale z tej nicości coś się wyłania.
Zamarli w bazruchu, a Tatuś Muminka wykrzyknął, wszyscy zakładać kamizelki, zaraz wpłynie na nas ten ogromny transportowiec!!!
Cała rodzina w kapokach przyglądała się jak wielki statek z ogromną prędkością płynie wprost na nich i nie mogąc nic zrobić, wietrzyli koniec morskiej przygody. Ale jak to w bajkach bywa, statek okazał się statkiem widmo, ale na szczęście nie była to Czarna Perła.
Przepłynął przez środek łódki Muminków i zaraz potem mgły się podniosły, a oczom ukazała się malutka wysepka z latarnią, a właściwie latarenką.
Mała Mi turlała się po całym pokładzie ze śmiechu.
- Taka wyspa to może dobra i dla mnie, ale wielkiej powieści to z tego raczej nie będzie, hehehehehehe.
Tatuś Muminka zmarszczył czoło i zafrasował się nie na żarty - Mi ma rację nie zmieścimy się na tej małej wysepce. Płyńmy dalej! - No i popłynęli.
Prawie pora podwieczorku się zbliżała i wszystkim zaczęło w brzuchach już burczeć, więc wypadało, żeby latarnia, ta właściwa się już pojawiła. A wiadomo, jak się czegoś bardzo chce to się to dzieje. No i zobaczyli zieloną wyspę ze skalistym brzegiem i stojącą na nim latarnią morską. Jednak od tej strony, z której przypłynęli nie sposób było wdrapać się po stromym brzegu, więc dopiero za klifem znaleźli lepszą przystań dla swojej łodzi.
Żeby przedostać się do latarni musieli jeszcze przemaszerować przez stary, omszały las, w którym mieszkały 1000-letnie drzewa.
Nie był to wprawdzie las Eriadoru, ale Włóczykij, który zwiedził świat wszerz i wzdłuż, rozpoznał wśród największych drzew potomków Entów. Zagadnął więc:
- Trzcigodni, czy wiecie kto mieszka w latarni?
Pasterze drzew zaszumieli, pochylili się nad przybuszami i głębokim, przyjemnym i przywodzący na myśl zmieniające się pory roku głosem opowiedzieli smutną historię. Otóż płomień latarni dawno wygasł, a latarnik zniknął bez śladu. Od lat w latarni nikt nie mieszka. Wieść niesie, że Latarnik został zwolniony z posady z powodu zaniedbanie obowiązków, gdyż zaczytał się w romantycznej lekturze.
Po wysłuchaniu historii rodzina Muminków ruszyła w dalszą drogę i zaraz znaleźli się na wprost latarni.
Nie było w niej nic spektakularnego, było sobie po prostu latarnią, która nie działała, więc postanowili ją trochę ożywić. Uruchomili lampę, odmalowali, posprzątali, wyremontowali skrzypiące już nieco schody. Postanowili zostać na wyspie na jakiś czas i oświtlać w nocy i podczas mgły drogę przepływającym statkom.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Drżałam od samego początku, że pojawi się jakieś s.o.s. :P To co, zostajecie w tej latarni?
OdpowiedzUsuńNie wszystkie bajki muszą mieć punkt kulminacyjny akcji, ani nawet morał, mogą też nie mieć końca... i niekoniecznie są kalką rzeczywistości. Poza tym Maruku, co my byśmy robili w latarni?! Chyba hatifnaty straszyli, hehehehuhuhuhahaha.
Usuń