Koniecznie parasol i to nie taki od Chińczyka ze sklepu za rogiem, bo jak się już zdążyliśmy przekonać nie daje rady tutaj. Po jednym składanym na łeba i jeden mega wielki, żeby Qubka chronił jak sobie przycina komara w nosidełku. A do parasola koniecznie kalosze. Mogą być modne i eleganckie w stylu kozaczków albo kolorowe na rozwianie chmur. Ważne żeby były porządnie wysokie i solidne bez dziury... więc second-hand odpada w tym wypadku. Ten deszczowy zestaw dopełnić powinien pokrowiec na wózek i to nie byle jaki, bo taki jak mamy zwykły z polski (choć producent kanadyjski) też nie daje rady.
I co można robić w taki deszczowy dzień? obserwować krople spływające po szybie... można też wybrać się po stół i krzesła i wziąć gościa na litość, że my te krzesła to sobie przeniesiemy, ale stół... no jeśli byłby tak miły i mógł go przewieść to my będziemy bardzo wdzięczni, bo jak tu nieść stół w deszczu?! Albo można puszczać bańki ze śliny, albo bąki zbijać, albo włożyć głowę do akwarium (czyt. pójść do oceanarium) i dołożyć sobie jeszcze wody jakby tej z nieba było mało.
Jeden gościu powiedział, że pogoda w tych miesiącach to taka inwestycja. A że był to koleś z pracy Dominika, więc liczę na to że mądrzy ludzie, ci amazonianie. Poczekamy zobaczymy.
Ale co jeszcze do pakietu startowego? Syrop klonowy oczywiście! :-) No i przepis na wielkie hamyrakańskie naleśniczory. A skoro już tak kulinarnie się zrobiło, to jeszcze masło orzechowe na kanapce z dżemem i ogromna paka płatków zbożowych na śniadanie.
Do tego mac w torebce lub w plecaku, a w garści kawa ze Sturbucks'a, względnie od Tim'a, w zależności od tego czy jest się kanadyjskim patriotą czy też nie.
Zgadnij kto to? On ma okulary i brodę, ona jest od niego niższa i kiedyś miała do czynienia z pewnym australijskim torbaczem. Wspólnie mają dwójkę dzieci płci żeńskiej. Kiedyś z Twoim tatą wspólnie zgubiliśmy się w Gorcach :)
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle czy Wy na pewno jesteście w Kanadzie?
Bo niektóre fotki to przecież widoki z Gorców na Tatry. No chyba, że zdjęcia Ci się pomieszały :)
Pozdrawiamy. Będziemy czytać. Wrzucam bloga do zakładek. Trzymajcie się sucho. Hej
No trochę tak jest jak w Gorcach, tylko jeszcze bliżej, bo nie 45min a 15 do najbliższej górki. I widoki też podobne, ośnieżone drzewa na pierwszym planie a na drugim zatoka English Bay jak nasz Zalew Czorsztyński. Ponoć to ten sam równoleżnik co Tychy, więc na prawdę można się pomylić ;-).
UsuńNo to teraz już muszę się postarać i coś od czasu do czasu wstukać :-). Bycie w zakładkach Robsiego to nie byle co. Ha! Buziole.