wtorek, 22 stycznia 2013
Matka Polka na obczyźnie
To teraz będzie o mnie. Postaram się nie zanudzić.
Trzy tygodnie minęły, a mnie się już udało przeżyć zachwyt połączony z euforią, załamanie zwane też kryzysem, żeby nie mylić z depresją i chyba powoli się oswajam z rzeczywistością. To nie znaczy oczywiście, że przestaję się dziwić, oburzać i przyjemnie zaskakiwać każdego dnia, ale o tych codziennych nowościach to już osobne posty będą. Znawcy, a tacy z pewnością też będą czytali ten stukot, zmarszczyli by czoło "ale jak to? fazy szoku kulturowego w 3 tygodnie?! niemożliwe". No więc może to i nie fazy szoku, ale jakieś tam fazy na pewno ;-).
Śmieję się, że dziś będzie przełomowy zwyczajny dzień, bo po tym jak wrócimy z Qbą z basenu, robiąc po drodze zakupy warzyw i owoców na bazarze, życie na prawdę będzie wyglądać jak w Krakowie. No, z tą różnicą, że w zieleninę zaopatrzymy się u Chińczyka, do tego kupimy tofu i jakieś "nudle" i przygotujemy potrawinę z sosem kuchni indonezyjskiej. Wieczorem, jak Dom wróci z pracy, wyskoczę na jogę, a potem przyjdzie Magda i wypijemy lampkę wina planując weekend.
Jutro dla odmiany wyskoczymy na spacer albo przebieżkę po parku, może jak będzie lało to wbijemy do oceanarium pooglądać rybki i dzieci (tak, tak, Maluch stęskniony za dziećmi), albo popłyniemy łódką na niby-wyspę i będziemy przypatrywać się gęsiom i kaczkom. Oby tylko chciały latać, bo jak tak tylko chodzą to straszna nuda ;-).
Może też pójdziemy na spotkanie dla mam z dziećmi do któregoś z okolicznych "domów kultury". Oj, tak, tak, bardzo prężnie to tutaj działa. Widać efekty wysokich podatków :-D. W samym Downtown można cały dzień spędzić chodząc z jednego spotkania na drugie... "Family Fun time Drop-in" albo "Creative Playtime Drop-in" albo "Little Babytime" albo "Action Kids" albo takie, bardzo mnie zaintrygowało i musimy to sprawdzić: "Jellyfish Playtime", no bo że zabawa z meduzą?????? Moja wyobraźnia zawodzi, może coś na kształt Meluzyny z Akademii Pana Kleksa? Sprawdzimy, dam znać.
No i bardzo inaczej? Tylko Was brak! Czyli jednak tęsknota. To która to faza, ktoś mi powie, bo ja się już pogubiłam...
...tak, tak, delikatnie podpuszczam do pisania komentarzy :-D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no jak to tak... post z przed dwóch dni i "brak komentarzy"?... Pewnie dlatego że Kraków zasypany śniegiem i wszyscy jakoś tak wyglądają na brutalnie wyrwanych z zimowego snu;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie się czyta Twojego bloga!:) bo że zdjęcia jak zawsze mega - to wiadomo;)
Hej Ola! a w Krakowie film reklamują - kanadyjskie sukienki czy jakos tak... warto iść? ;)))
UsuńCiekawa jestem jak z ludziami tamtejszymi żyjecie - bo jak na razie to tylko wiem, że Chińczyk jest ok (ma parasole i warzywa) (KM)
..."przenosimy się w świat polskiej wsi z lat 80tych", hmmm... nie wiem co się wtedy nosiło w Kanadzie... ok, zainspirowałaś mnie, przyjrzę się co się teraz nosi :-).
UsuńKaaasia, z ludźmi? Przecie my dzikusy jesteśmy ;-)
khe khe, przejedź się na u.s-owe Mid-West, to wszystkie fazy przeżyjesz w ciągu dwu dni :P. My walczyłyśmy dotąd dzielnie z grypidłem w wersji 40 na plusie, plus naddatki bakteryjne (bakteria w oku, bakteria w nosie, bakteria w zatoce, uchu i skrzelach): paszczydła już wychodzą, ale mnie z kolei zmogło, dlatego nic nie pisałam. Dodatkowo walczę z grantem, a w zasadzie administracją na uczelni (to taka kałamarnica, która cię oplata papierowymi mackami i nie puszcza). Korzystajcie za nas: u nas, prowincyją, wiadomo, posucha kulturalna, ale radzimy sobie indywidualnym tokiem dzikózkowania.
OdpowiedzUsuń